Strona główna
  » Newsy
  » Dodaj do ulubionych
  » Ustaw jako startową

   Artykuły
  » Krasnoludy w RPG...
  » Częstochowskie Dni...
  » Polski Internet i Fantasy
  » Wszystkie

   Lionheart
  » Zapowiedź
  » Historia
  » Cechy
  » Rasy
  » Magia
  » Modlitwy
  » S.P.E.C.I.A.L
  » Postacie
  » Bestiariusz
  » Przedmioty
  » Organizacje
  » Galeria
  » Arty i Portrety

   Neverwinter Nights
  » nwn.xg.pl

   Icewind Dale II
  » Recenzja
  » Tworzenie drużyny
  » Galeria
  » Solucja

   Arcanum
  » Recenzja
  » Galeria

   Planescape Torment
  » Recenzja
  » Broń
  » Solucja
  » Galeria
  » Postacie
  » Przedmioty
  » Tatuaże

   Baldur's Gate II
  » Recenzja
  » Postacie
  » Galeria
  » Solucja

   Icewind Dale
  » Recenzja
  » Broń
  » Zbroje
  » Galeria
  » Solucja

   Baldur's Gate
  » Recenzja
  » Postacie
  » Galeria
  » Solucja

   Reklama


   Statystyki
       
  Polyn - Syn Elyndoru
W mieście Elyndor, zamieszkałym przez pół-elfy właśnie trwał karnawał z okazji dwusetnej rocznicy powstania miasta. Sztuczne ognie i fajerwerki rozjaśniały niebo, mieszkańcy śpiewali pieśni oraz Hymn Elyndorski(1). Nagle, z południowej bramy wypadła kompania Mrocznych Elfów pod dowództwem okrutnego Vysseaya. Pollyn wraz z matką i ojcem właśnie szykowali się do wyjścia na Jasne Pola...
Matka kazała mu wejść na strych domu i schować się w starym piecu. Zaraz po tym, jak wszedł po starych drewnianych schodach, usłyszał uderzanie w drzwi i krzyk rodziców. Krzyk, który przenikał serce szesnastoletniego chłopca. Usłyszał to, czego nie chciał nigdy usłyszeć. Podły, triumfalny okrzyk Mrocznych Elfów, oznajmiający śmierć przeciwnika. Coś w nim pękło. Chciał wyskoczyć z ukrycia i sprawdzić ostrość miecza na głowie Vysseaya, jednak rozsądek zwyciężył emocje. Gdy głosy oddalały się od niego, zszedł na dół. Jego oczom ukazał się obraz, który pamięta po dziś dzień. Dziesiątki zamordowanych pół-elfów, niektórzy potwornie zmasakrowani... Nie można było zidentyfikować ciał. Ojciec i matka Pollyna leżeli na podwórzu. Ojciec chciał bronić żonę, ponieważ włócznia przebiła najpierw jego, a potem jej ciało. Włócznie robione przez Mroczne Elfy są wypełnione Czarną Rtęcią, przez co stają się cięższe w locie. Ciecz tą wydobywa się tylko w Kraju Mroku, znajdującym się u stóp Czarnych Gór. Zamieszkują go właśnie Mroczne Elfy. Na drodze może stanąć im tylko Pancerz Św. Magii (2), który wytwarzany jest przez magów z nielicznych miast WMW (3): Yaergewenn, Hystolypyi, Uuas, czy Lashdar. Najeźdźcy nie oszczędzili nawet najstarszego mieszkańca Elyndor-alchemika Yoseffa. Widać było, że nie oddał życia bez walki. Kilka ciał napastników leżało obok jego ciała z wypalonym torsem. Zrozpaczony widokiem tego okrutnego czynu Pollyn, rzucił się w pościg. Osiodłał konia i pogalopował tropem śladów. Łzy w jego oczach utrudniały jazdę, jednak uczucie zemsty niwelowało wszystkie przeciwności. Gdy dogonił hordę, zdał sobie sprawę z beznadziejności sytuacji. On był sam, a ich dziesiątki. Dziesiątki łotrów uzbrojonych w krótkie miecze, oraz włócznie. Jedyna jego przewaga tkwiła w precyzyjności strzelania z łuku oraz faktu posiadania szybkiego konia. Podjechał bliżej. Myślał szybko. Adrenalina rosła, a serce biło jak szalone. Wymierzył w Vysseaya. Ręka trzęsła mu się, łuk drgał, strzała nie chciała zahaczyć o cięciwę. Wziął głęboki oddech, skoncentrował się, napiął cięciwę, syk ciętego powietrza i cel został osiągnięty. Głowa przywódcy złoczyńców rozstąpiła się na dwie symetryczne części i trysnęła czarną krwią. Ze środka wypływała ciecz, która parę chwil temu transportowała informacje o niecnych planach w mózgu oprawcy. Teraz Pollyn wiedział, że nikt nie zazna z ręki Vysseaya więcej bólu, więcej cierpienia, więcej śmierci. Poczuł smak spełnionej zemsty. Nie mógł jednak długo myśleć, ponieważ podwładni denata szybko zorientowali się, skąd przyleciała śmiercionośna strzała i już zaczęli biec w jego kierunku mściciela. Pollyn zaczął uciekać dopiero w chwili, gdy włócznia ze świstem przeleciała nad jego ramieniem. Zawrócił konia, i galopem kierował się na wschód. Odwrócił się jeszcze przez ramię i ujrzał rozwścieczonych Mrocznych Elfów, którzy biegli w jego kierunku z ogniem w oczach. Zdziwiła go natomiast pewna zakapturzona postać. Stała ona w jednym miejscu z kamienną twarzą i uważnie obserwowała jeźdźca. Pollyn zorientował się, że jest to Mroczny Mag. Rodzice opowiadali mu niegdyś, iż ten, kto zobaczy czerwone oczy tej postaci, zostanie przez nią zapamiętany i może liczyć na śmierć. Uważnie przyglądał się oczom postaci. W galopie jednak trudno było wyróżnić ich kształt a tym bardziej kolor. Nagle zaświeciły ostrym, długim czerwonym światłem wskazującym na twarz pół-elfa. Już wiedział, że musi uciekać szybciej i nie może odwracać głowy za siebie. Przyspieszył konia jeszcze bardziej i znikł w cieniu drzew Ciernistego Lasu, którego droga prowadzi do Yaergewenn...

Droga...

Droga w gęstwinie drzew była równocześnie bitwą myśli w głowie młodzieńca:
- Czy zdążył zapamiętać moją twarz?
- Czy odległość, która nas dzieliła pozwoliła na to?
- Czy legenda opowiadana przez ojca była prawdziwa?
- Czy naprawdę czeka go śmierć?
- Czy znajdą go w Yaergewenn, którego tak bardzo się boją?
Myśli kotłowały się w jego głowie jeszcze przez jakiś czas. Nagle poczuł senność i potworne zmęczenie. Wiedział, ze nie może się zatrzymać. Muszę jechać. - wmawiał sobie - Nie jestem zmęczony. Powieki stawały się cięższe. Nie wiedział co robić. Czuł, że zaraz spadnie z konia, lecz wiedział, również o niebezpieczeństwie, jakie na niego czyhało zarówno ze strony Mrocznych Elfów, jak i mieszkańców Ciernistego Lasu - groźnego plemienia Orków, które miały tutaj swoją osadę. Orkowie nienawidzili ani ludzi, ani elfów, więc pół-elfów po prostu wgniatali w ziemię, okaleczali, torturowali oraz wykonywali szereg innych bestialskich czynów.
Wiedział, że bezpieczny będzie dopiero w Yaergewenn, na dworze króla LeClaviera (4). Wiedział, że zatrzymanie się w środku Lasu jest jak wyrok, więc jechał dalej. Droga z każdym calem wydawała się dłuższa. Słońce chowało swe promienie za horyzont. Na szczęście koń Pollyna - Bare, był silny i wytrzymały. Nie zwalniał galopu ani przez chwilę, chociaż ciężko oddychał i sapał. W końcu energia jeźdźca wyczerpała się, przylgnął do końskiej grzywy, przywiązał się uzdą i zasnął...
Gdy zza horyzontu wyłoniło się pierwsze światło, Pollyn obudził się. Widocznie wyjechał już z Ciernistego Lasu, bo dookoła nie było znaku drzew. Zbadał teren i wiedział, że jest jeszcze na trasie do Yaergewenn. Wiedział, że jest przed nim jeszcze pewien odcinek drogi, jednak nie tak długi, jak przed przebudzeniem. Dobył z plecaka menażki z wodą, pociągnął z niej kilka kropli i z zapasem świeżych sił, postanowił ruszyć w dalszą podróż. Jednak Bare był bardzo zmęczony. Przez całą noc musiał galopować w środku lasu. Nie miał teraz siły, by stać. Pollyn postanowił odpocząć, jednak trapiła go myśl o pościgu. Czy może sobie pozwolić na postój? Czy nie lepiej użyć ostatnich ziół leczniczych? Wahał się jeszcze przez chwilę i podjął decyzję o użyciu lekarstwa. Dobył z bagażu sztylet, posiekał zioła, wsypał je do menażki i wstrząsnął kilkakrotnie w celu zmieszania składników. Następnie wlał koniowi do pyska zawartość naczynia i po chwili Bare stanął na nogach i był gotowy do jazdy. Osiodławszy konia, chłopak udał się w dalszą drogę ku Miastu Sprawiedliwości - Yaergewenn...


Yaergewenn

Gdy słońce zaświeciło najwyżej na sklepieniu, oczom Pollyna ukazała się słynna na wszystkie strony świata Twierdza Yaergewenn - najlepiej chroniona forteca we wszystkich miastach WMW. Oprócz potężnych zaklęć, pułapek, zasieków, mostu zwodzonego, pod którym rozciąga się pasmo gorącej smoły, chroniły go przede wszystkim gryfy oraz smoczyca Uelya. Smoczycę i gryfy mieszkały w podziemiach zamku. Gdy do twierdzy zbliżał się nieprzyjaciel, a wszelkie inne metody zawiodły (w całej historii był tylko jeden taki przypadek), były one wypuszczane i niszczyły wojska nieprzyjaciela. Tak więc Pollyn oczarowany widokiem, podjechał bliżej, pod sam most. Most był jednak podniesiony, więc chłopak musiał czekać, aż wartownik wyjdzie mu na spotkanie. Tak też się stało. W przeciągu kilku chwil od narodzenia tej myśli w głowie Pollyna, most opuścił się i wyszedł po nim uzbrojony wojownik:
- Czego tu szukasz młokosie?
- Chciałbym mieć zaszczyt zamieszkania w waszym mieście i byłbym bardzo rad, gdyby wielmożny król pozwolił mi mieć ten honor.
- O! Paczcie go. Jaki elokwentny sie znalaz. Zara my ci tu damy króla. A z jaky racjy miałby cie tu gościć? Ktoś ty? Król, posłaniec, Książe, rycerz może jaki? A może szpieg! Oh ty szpiclu jeden! Gadaj, kto cię tu przysłał! Może Vysseay? Paczta no go cwaniaka! Już se pół-elfów bierze do tej TFU armii! - i dobył miecza zza pasa.
- Drogi panie, zaszło jakieś nieporozumienie! Nie jestem żadnym szpiegiem! Jestem zwykłym pół-elfem z Elyndor! Pogromionego Elyndor!
- Jak to pogromionego!? Kto go pogromił i jakym prawem mam ci wierzyć?
- Proszę, tutaj jest kamień z Jasnych Pól. Każdy mieszkaniec Elyndor otrzymuje go po urodzeniu jako znak przynależności do miasta! - i Pollyn pokazał mu kawałek skały, który świecił zielono-niebieską barwą.
- Hmm. No dobra, chyba cie musze przeprosić.
- Ależ nie trzeba, mylić się jest przecież rzeczą ludzką.
- No dobra, to jak ci na imię?
- Moja śp. matka, dała mi na imię Pollyn, po największym wojowniku Elyndorskim.
- A gadałeś coś, że podbili Elyndor. Kto?!
- Vysseay! Vysseay z hordą Mrocznych Elfów! Wtargnęli znienacka przez południową bramę. Straże były osłabione ponieważ większość udała się na obchody dwusetnej rocznicy powstania miasta. Spadł deszcz kamieni, a następnie chodzili i dobijali żywych. Wymordowali wszystkich, którzy znajdowali się w mieście.
- A ty? Ty przecież żyjesz? Jak to się stało?
- Matka ukryła mnie przed nimi w starym piecu, na strychu. Tylko temu zawdzięczam życie.
- Dobra, dobra. Starczy już gadania. Idziemy do króla, powinien cię przyjąć...
Sala królewska była bardzo okazała. Na każdej ze ścian wisiały portrety przodków LeClaviera. Sam król siedział przy stole i razem z kilkoma urzędnikami, uczonymi i magami naradzał się w jakiejś ważnej sprawie.
- Ekhem! Królu mój kochany! Przyszłem z gościem. Prosi o gościnę i ma ci coś ważnego do powiedzienia. -rzucił wartownik i wyszedł z sali.
- Witam cię... Skąd przybywasz? - powiedział król, a magowie natychmiast zaczęli go badać wzrokiem i coś szeptać.
- Nazywam się...
- Pollyn z Elyndor! - przerwał jeden z magów - Bardzo nam miło cię poznać.
- S... Skąd znasz moje imię panie? I skąd wiesz o moim pochodzeniu? - wyjąkał zaskoczony chłopak.
- Bardzo mi przykro z powodu rodziców oraz twojego miasta. Wykazałeś się wielką odwagą i męstwem zabijając naszego największego wroga. W geście podziękowania, przyjmij nasza gościnę. Będzie to dla nas zaszczytem. Aha. Nie bój się o Mrocznego Maga, u nas nic ci nie zrobi.
Zdumienie Pollyna było ogromne. Teraz nawet nie wyjąkał słowa, tylko otworzył szeroko usta oraz oczy.
- Nie dziw się mój drogi. Magowie czytają w myślach, przeszłości oraz potrafią przewidzieć niedaleką przyszłość. - rzekł król ze spokojem i uśmiechem na twarzy - Oczywiście możesz zostać w naszym mieście. Zaraz zakwaterujemy cię u jednego z naszych obywateli.
- D... dziękuję... Bardzo dziękuję. - to jedyne słowa, jakie mógł wypowiedzieć Pollyn. - Mam nadzieję, że nie będę sprawiał kłopotu...
W ten sposób, Pollyn zamieszkał w Yaergewenn. Jak się później okaże, mieszkał tam przez resztę życia. Został członkiem Armii WMW (5), gdzie walczył w barwach Miast Wschodu, jednak jest to zupełnie inna historia...

Koniec

(1) Hymn Elyndorski to pieśn Elyndoru napisana przez Pollyna Wielkiego - największego wojownika z Elyndoru po zwycięstwie w Bitwie o Elyndor
(2) Pancerz Świętej Magii - pancerz którego nie sposób zniszczyć, a nawet uszkodzić. Noszą go królowie WMW, oraz najbardziej zasłużeni rycerze. Produkcja takiego pancerza jest bardzo kosztowna i tylko niektóre miasta mogą sobie pozwolić na ten rodzaj uzbrojenia.
(3) Wspólnota Miast Wschodu (WMW) to pakt miast: Yaergewenn, Hystolypyi, Uuas, Lashdar, Lup, Eadewenn, Koos, Emia i Poulos. Siedziba Przywódców WMW znajduje się w Lashdar. WMW wspomaga członka wspólnoty, który jest atakowany.
(4) Król, Johan LeClavier - władca Yaergewenn z dynastii Clavierskiej. Przedrostek "Le" został dodany po wygnaniu z kraju okupanta - Vayesa III (króla Wajenów), który wraz z tysięczną armią okupował miasto przez dwa lata (Dwulecie Wajeńskie)
(5) Armia WMW - kilkutysięczna armia Miast Wschodu, do której przyjmowani są tylko zaufani, lojalni oraz świetnie wyszkoleni rycerze. Każdy z nich musi przejść morderczy trening oraz Wyzwanie - zadanie, które daje do wykonania najstarszy członek rady Wspólnoty Miast Wschodu.
Zenek   


   Sonda

   Opowiadania różne
  » Trochę niesamowitości
  » Historia Doliny...
  » Pollyn Syn Elyndoru
  » Bajka o Małej...
  » Powrót Elfów: ...
  » Wszystkie

   J.R.R. Tolkien
  » Biografia
  » Dzieła
  » Kronika Lat

   Andrzej Sapkowski
  » Biografia
  » Dzieła
  » Pięcioksiąg
  » Narrenturm

   Ewa Białołęcka
  » Biografia
  » Tkacz Iluzji
  » Kamień na szczycie

   R. A. Salvatore
  » Twórczość
  » Saga o Drizzcie

   Dungeons and Dragons
  » Recenzja

   Warhammer: FRP
  » Recenzja
  » Bazar
  » Modyfikacje zasad
  » Mapa

   Wiedźmin: GW
  » Recenzja
  » Scenariusze
  » Archetypy
  » Ekwipunek

   WP: Drużyna Pierścienia
  » Recenzja
  » Obsada i Ekipa
  » Galeria
  » Mapy

   WP: Dwie Wieże
  » Recenzja
  » Obsada i Ekipa
  » Broń
  » Galeria

   WP: Powrót Króla
-

   Wiedźmin
  » Recenzja
  » Galeria

   Różne
  » Galeria Fantasy
  » Forum
  » Download
  » Linki
  » Autorzy
  » Admin
Copyright 2002-2003 by fantasy.mocny.com. Hosted by mocny.com. All rights reserved. Designed by SLAPOn